RSS
czwartek, 10 listopada 2005
Bierut mianował Dworakowskiego szefem komitetu do spraw bezpieczeństwa publicznego. Znałem Dworakowskiego bardzo dobrze od szeregu lat — mówi Światło —. Przeprowadzając dochodzenia w sprawie zachowania się różnych ludzi pod okupacją hitlerowską, stwierdziłem, że Dworakowski miał opinię całkowitego tchórza. Członkowie PPR mówili między sobą niejednokrotnie, że w czasie okupacji nie było można stać blisko Dworakowskiego, bo tak nieprzyjemnie pachniał ze strachu. Jakub Bern mówiąc mi o Dworakowskim, wyraził o nim swe zdanie w sposób bardzo brutalny i wulgarny. Jedynym celem, który przyświecał Dworakowskiemu w czasie okupacji hitlerowskiej, było uratowanie własnej skóry. Po wojnie Dworakowski pełnił szereg funkcji, ale wszędzie wykazywał tak kompletną nieudolność, że przenoszony był stale z miejsca na miejsce. Typowym przykładem nieudolności i tępoty politycznej Dworakowskiego był zredagowany przez niego okólnik do okręgowych komisji wyborczych. Z okólnika łatwo można było zrozumieć, ze moskiewska klika PZPR zdecydowała się te wybory sfałszować. Okólnik wywołał panikę w kołach partyjnych i został pospiesznie wycofany z obiegu.” 10. Jóźwiak i Chełchowski — „krajowcy”. Wymienić należy także „krajowców" w biurze politycznym. Jest to grupa skazana wcześniej czy później na zagładę, tak, jak już zostali zlikwidowani niektórzy członkowie grupy t. zw. hiszpanów, t. ł uczestników wojny domowej w Hiszpanii. „Głównym krajowcem — mówi Światło — jest oczywiście Jóźwiak. W czasie okupacji był szefem sztabu Armii Ludowej. Z tego okresu są w jego kartotece dwie sprawy. On to, pod okupacją, polecił Jerzemu Ałbrechtowi utrzymanie kontaktu z Gestapo przez dwóch komunistów, Walczaka i Mankiewicza, którzy później, po wojnie, zostali aresztowani przez X. Departament w związku ze sprawą Spychalskiego. Jóźwiak-Witold również, jako szef sztabu Armii Ludowej, wydał rozkaz generałowi Korczyńskiemu, dowódcy AL na Lubelszczyźnie, — wymordowania żydowskich oddziałów partyzanckich w lasach janowskich. Po wojnie Jóźwiak został komendantem Milicji Obywatelskiej. Na tym odcinku doszło do konfliktu między nim a Radkiewiczem. Milicja podlegała ministrowi bezpieczeństwa publicznego. Kiedy Jóźwiak był jej komendantem, zbierał w jej szeregach i popierał bardzo wielu partyzantów z okresu okupacji. Radkiewicz miał mu to za złe. Wyrażał pretensje o tę koncentrację partyzantów w Milicji. Było mu to niewygodne. Jóźwiak nie chciał podporządkować się Radkiewiczowi i nie stosował się do jego zaleceń. Wobec tego Radkiewicz spowodował w końcu, że Jóźwiak musiał odejść ze stanowiska komendanta Milicji Obywatelskiej. W ten sposób biuro polityczne przez długie lata ograniczało pozycję polityczną Jóźwiaka. On sam jest bardzo ambitny, ma wielkie aspiracje i chciał być przewodniczącym Rady Państwa. Kiedy to nie wyszło, dawał z oburzeniem wyraz swemu rozgoryczeniu. W ambicjach tych podtrzymuje go jego żona, znacznie młodsza od niego, Lena Wolińska. Oboje chcą przehandlować atut, który mają w ręku. Atut ten to fakt, że Jóźwiak bardzo pomógł Bierutowi w walce z Gomułką. Dał się użyć jako instrument w tej walce, występował przeciw Gomułce i atakował go. Ale i Bierut ma w ręku atuty bardzo poważne. Dzięki nim szantażował Jóźwiaka i zmusił go do wystąpienia przeciw Gomułce. Dlaczego właśnie Jóźwiaka, a nie kogo innego? Z prostej przyczyny — mieliśmy w X. Departamencie materiały obciążające Jóźwiaka. Z dokumentów, którymi rozporządzałem, wynikało, że w latach dwudziestych pisał on podanie o przyjęcie do policji w Lublinie, zapewniając, że będzie wierny i lojalny. Był tam jego własnoręczny życiorys i gorąca prośba o zezwolenie na służbę w policji. Dokumenty te, dotyczące przewodniczącego Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej. mają wymowny posmak. Bo przecież Jóźwiak, jako szef kontroli partyjnej, ma czuwać nad czystością członków partia i nad prawowiernością. I właśnie ten człowiek prosił o przyjęcie do policji polskiej. Był to więc doskonały instrument szantażu. Ale w kartotece X. Departamentu znajdowały się też inne materiały z przeszłości Jóźwiaka. W czasie, kiedy był on szefem sztabu Gwardii Ludowej — miał w swych oddziałach młodego i dzielnego chłopaka — niejakiego Bartoszka. Bartoszek był żonaty i do jego młodej żony bardzo się spieszyło Jóźwiakowi. Cóż robi Jóźwiak? Wysyła 4 Bartoszka z małym oddziałem na bardzo niebezpieczną i ryzykowną akcję. Bartoszek tłumaczy, że akcja jest nie rozpracowana, nie ma planu zabezpieczenia, nie ma żadnych warunków jej wykonania. Ale rozkaz został wydany i podkomendny musi wykonać. Grupa Bartoszka podejmuje akcję i jest niemal do nogi wycięta przez Niemców. Bartoszek ginie. Uratował się tylko jeden człowiek, który przedostaje się do Jóźwiaka, aby mu zameldować o nie udaniu się akcji i zastaje go w pokoju żony Bartoszka.” Mówiąc o drugim krajowcu w biurze politycznym, o Hilarym Chełchowskim, Światło przypomina taki szczegół z czasów okupacji.
13:58, bonarski
Link Komentarze (1) »
5. Roman Zambrowski. „Do Romana Zambrowskiego należy w politbiurze administracja publiczna, a więc m. in.. przeprowadzenie reformy podziału administracyjnego oraz zorganizowanie i prze prowadzenie wyborów do Rad Narodowych. Między Zambrowskim i Radkiewiczem trwała stała walka, Radkewicz n. p. z wielką przyjemnością wdzierał się w dziedziny administracji, przydzielone Zambrowskiernu, znęcał się nad jego ludźmi, a w odwet — Zambrowski organizował akcie przeciw Radkiewiczowi. Dla przykładu, chciałbym przypomnieć dwa wielkie skandale, które miały miejsce na jesieni 1953 r. Na rozkaz Radkiewicza aresztowany został wówczas prokurator okręgowy w Katowicach i jego najbliżsi współpracownicy, Wyniki śledztwa ujawniły, że pan prokurator wykorzystywał swoje urzędowe stanowisko dla zaspokojenia swoich skłonności erotycznych. Jednocześnie wybuchł w Warszawie drugi skandal. Od dawna zwracano uwagę na fakt, że w halach na Koszykowej i w Bazarze Rózyckiego sprzedawano w biały dzień towary, pochodzące z podejrzanych źródeł i pobierano ceny czarnego rynku. Radkiewicz polecił zbadać tę sprawę i wówczas okazało się, ze na obu targowiskach istniała swego rodzaju kasa ubezpieczeniowa. Kupcy wpłacali do te; kasy miesięczne składki, które z kolei dzielono między urzędników Komisji Specjalnej i prokuratury warszawskiej. Sądzono wówczas, że te odkrycia miały na celu oczyszczenie aparatu państwowego z różnego rodzaju przestępstw. W rzeczywistości jednak chodziło o zwykły akt zemsty Radkiewicza na Zambrowskim. Zarówno bowiem prokuratura jak i Komisja Specjalna podlegały wówczas Zambrowskiemu. Zambrowski, ze swej strony, organizował różne akcje przeciw Radkiewiczowi. I tak na przykład, na parę miesięcy przed wykryciem skandalu z prokuratorem w Katowicach i w halach warszawskich, Zambrowski posłał komisję na inspekcję więzień podlegających Ministerstwu Bezpieczeństwa. W skład tej komisji wchodzili przedstawiciele prokuratury generalnej i Komisji Specjalnej, a więc ludzie Zambrowskiego. Raport Komisji przeszedł wszelkie oczekiwania, Komisja stwierdziła w nim, że około 70°/o więźniów — to chłopi I robotnicy, którzy w tak zwanym państwie robotniczo-chłopskim powinni być podporą reżymu. Raport ten dotarł do KC i był omawiany wielokrotnie z Bierutem. Radkiewicz musiał tłumaczyć się gęsto przed politbiurem, aż wreszcie, po paru mięsiącach jak zwykle bywa, sprawa zamarła. Nie mogło zresztą być inaczej, bo, w gruncie rzeczy, Zambrowskiemu chodziło, aby skomplikować Radkiewiczowi życie i nastraszyć go. Zambrowski wie zresztą, że w kartotekach bezpieki znajdują się materiały obciążające jego samego i jego żonę. W rym czasie departament X. aresztował niejakiego Cesanisa, jako dawnego agenta dwójki. Śledztwo wykazało, że Cesanisa łączyły bardzo bliskie stosunki z żoną Zambrowskiego. Jakże łatwo było więc połączyć na7wisko Zambrowskiego poprzez żonę i Cesanisa z aparatem dwójki. Ale poza tym X-Departament wiedział, że Zambrowski miał przyjaciółkę, swoją sekretarkę, niejaką Arciuch, która była równocześnie przyjaciółką innego pracownika dwójki Radkiewicz trzymał więc mocno Zambrowskiego w ręku, a na razie dawał mu znak aresztowaniami w Katowicach i w Warszawie, że z czasem może użyć przeciw niemu silniejszej broni. Nie przeszkadzało to Radkiewiczowi anulować zobowiązania Zambrowskiej za towary nabyte w sklepach bezpieczeństwa.” 6. Edward Ochab. „Odiab, to przedwojenny komunista, prosty i bezpośredni w obejściu — mówi Józef Światło —. Znajduje zawsze czas dla ludzi, których zna z dawnych lat. Nie jest sekciarzem — za chytry na to. Ale reprezentuje skrajny stalinowski bolszewizm. Ochab — to człowiek przyszłości. Tak się przynajmniej o nim teraz mówi. Skierowany jest wyłącznie na odcinek pracy partyjnej i od dawna nie wchodzi do rządu. Szkoli się i wychowuje na przyszłego przywódcę partii, na następcę Bieruta Co zadecydowało o tym, że Ochab poszedł w górę i nadal w górę idzie? W biurze politycznym jest on wraz z Bermanem odpowiedzialny za t. zw. front ideologiczny. On nadaje ton propagandzie wewnętrznej i on ustała metody i sposób walki z propagandą wrogą. Ale od czego zaczął się ten awans Ochaba? Na jednej z konferencji Bieruta w Moskwie, w okresie gomułkowszczyzny, rozmowa zeszła na Ochaba — i Stalin tak powiedział m. ino.: „U was jest choroszyj i zubastyj bolszewik, Ochab.” I odtąd Ochab zaczął iść w górę i dziś widzi się go jako następcę Bieruta. (j Ochab, szkolony na przywódcę partii i następcę Bieruta, ma również swoją kartotekę w bezpiece. U nas w departamencie nie ma świętości. U mnie w szafie była teczka Ochaba. Więc przede wszystkim ojciec Ochaba był przed wojną pracownikiem władz bezpieczeństwa, w woj. krakowskim. W krakowskim też poznałem Ochaba. Siostra jego żony, Bilka Sielbiger, jest żoną Czesława Ringera, którego ja znałem dobrze i przez jego żonę i siostrę poznałem Ochaba. Ojciec Ringera miał bogaty sklep na Stradomiu, koło kina Uciecha. W r. 1934, albo 1935, Czesław Ringer został wcielony do wojska i służył w podhalańskim pułku piechoty w Nowym Sączu. Tam został aresztowany za działalność komunistyczną w wojsku. Ale po 18 miesiącach otrzymał kasację wyroku i zwolniono go. W czasie wojny spotkałem znów Ringera w Środkowej Azji w r. 1942. W rok później, kiedy byłem w Dywizji Kościuszkowskiej, zerknąłem się znowuż z Edwardem Ochabem — po raz pierwszy od czasów krakowskich. Wtedy już wypłynąłem znów jako stary komunista, bo do czasu wcielenia do Dywizji nie przyznawałem się do moje przeszłości komunistycznej. Ochab skłonił mnie wówczas do służby w aparacie politycznym. Kiedy po wojnie, w r. 1948, znalazłem się w Ministerstwie Bezpieczeństwa, departament nasz otrzymał do opracowania pewne materiały archiwalne. Dotyczyły one spraw) o szpiegostwo w wojsku polskim, w latach trzydziestych, na terenie woj. krakowskiego W grupie oskarżonych piętnastu czy osiemnastu ludzi, głównym podsądnym był Roman Śliwa. Znałem go dobrze, bo siedziałem z nim kiedyś w więzieniu. W aktach te sprawy był obszerny raport oficera informacyjnego DOK V, w którym opisuje on jak to zwerbował agenta do rozpracowania sprawy Sliwy. Z 35 stronic raportu wynikało niezbicie, że tym agentem, konfidentem oficera informacyjnego, był nie kto inny, a Czesław Ringer, szwagier sekretarza KC Edwarda Ochaba. Kiedy aresztowano grupę Suwy, informacja — dla zmylenia śladu — zmobilizowała Ringera do wojska i tam, dla niepoznaki, wytoczono mu sprawę. W raporcie, który mieliśmy w aktach, podany był pseudonim Ringera jako konfidenta — Majewski —„ wymieniono jego funkcje i szczegóły jego raportów. Były tam dowody na to, że Ringer wydal grupę Suwy w ręce informacji. Było to z punktu widzenia partyjnego przestępstwo niesłychanie poważne. Bo szło tutaj o wydanie ludzi z t. zw. wojskówki, a więc najważniejszego odcinka roboty komunistycznej. Cała sprawa narobiła wiele szumu. Długo dyskutowałem z wiceministrem bezpieczeństwa publicznego Romkowskim, jak to rozstrzygnąć i jak postąpić. Bo tutaj Ochab jest już niekoronowanym następcą Bieruta, a równocześnie jego szwagier, Czesław Ringer — to dawny konfident. W owym czasie zresztą, jeszcze przez dwa łata po wykryciu tej sprawy, Ringer pracował w Ministerstwie Bezpieczeństwa jako wicedyrektor, bo oficjalny szef departamentu, rosyjski pułkownik Minecki odszedł na odcinek sportowy. O całej sprawie poinformowaliśmy Bieruta, który z kolei ujawnił wszystko otwarcie przed Ochabem. Ochab otrzymał do wglądu wszystkie nasze materiały w tej sprawie i dokumenty archiwalne. Postanowiono na górze, że trzeba usunąć Ringera z Ministerstwa, ale w taki sposób, żeby nikt się nie dowiedział, że szwagier Ochaba był konfidentem. wysunięto przeciw Ringerowi sprawę o naruszenie moralności komunistycznej. Wiadomo było, że miał on różne historie z kobietami. Po cichu i bezboleśnie usunięto Czesława Ringera, czarną plamę na przeszłości Ochaba. Ringera usunięto, ale pozostały akta sprawy i materiały obciążające. Są w X. Departamencie i czekają. Mogą się kiedyś przydać. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy partia zdecyduje, że warto ich użyć, że nadeszła chwila, by je wykorzystać. W każdym razie biuro polityczne, mając w swym posiadaniu te kompromitujące materiały, ma równocześnie w ręku jedną potężną gwarancję. Wie, że może sobie w ten sposób zapewnić całkowitą uległość i lojalność Ochaba. Gdyby kiedykolwiek zechciał wyłamać — materiały są w pogotowiu. Jednym slowem trzymają Ochaba w ręku.” 7. Aleksander Zawadzki. „Aleksander Zawadzki, przewodniczący Rady Państwa, nie jest żadną pozycją polityczną. Udaje często chorego i żyje swoją chorobą. Ma przy tym wielkie pretensje i aspiracje. Jak się przy czymś uprze, może na tym postawić. I tak na przykład, uparł się, ze nie będzie awansów w Ministerstwie Bezpieczeństwa. A ponieważ awanse te muszą być przez niego podpisane, więc od 3 niemal lat nie było awansów. W związku z wyborami do Rad Narodowych, które odbyły się w grudniu 1954 r., partia miała bardzo duże trudności i dlatego też odraczała te wybory. A. Zawadzki, jako przewodniczący Rady Państwa, nie mógł opanować olbrzymiej maszyny wyborczej w latach 1946, 1947 i 1952 — maszyny, jaka jest potrzebna, aby zostali wybrani ci, których partia wyznaczy. Zawadzki nie zdał egzaminu ze swej funkcji. Okazało się, że nadaje ssę tylko do reprezentacji i że nie umiał sprawnie pokierować aparatem wyborczym. Jest to człowiek ja łowy, nieudolny i nierób. Nie nadaje się do gorączkowej pracy, brak mu energii s jest uparty. Dlatego też partia musiała skierować na odcinek wyborczy R. Zambrowskiego. On działał skutecznie, choć nieoficjalnie, w czasie Referendum 1946 i w czasie wyborów sejmowych w latach 1947 i 1952. Ma zatem doświadczenie i dlatego w wyborach do Rad Narodowych w grudniu 1954 r. Zambrowski już, a nie Zawadzki, odpowiedzialny był wyłącznie i oficjalnie za cały aparat wyborczy.” 8. Franciszek Mazur „Franciszek Mazur jest w poli4aiurze odpowiedzialny za sprawy Kościoła i religii. jest w tej dziedzinie specem i wraz z Bierutem bierze udział w konferencjach w Moskwie, na których decyduje się akcję i metody walki z Kościołem. On brał udział konferencjach w Moskwie, na których zapadła decyzja zorganizowania procesu biskupa Kaczmarka i aresztowania księdza kardynała Wyszyńskiego.” 9. Władysław Dworakowski. „Władysław Dworakowski zajmował się w Politbiurze sprawami handlu i rzemiosła. Nie tęga to głowa. Ale toleruje się go, a nawet pcha się do góry. Wszystko dlatego, ze w Krajowej Radzie Narodowej reprezentował on t. zw. wolny ruch zawodowy i wobec tego nie wolno — jak to mówią — wymazać go z historii.
13:57, bonarski
Link Komentarze (1) »
Szczegóły uzyskania dowodów zaprzaństwa Radkiewicza, opisuje Światło następująco: „Było to w r. 1951. Odgłosy walki toczącej się w politbiurze z Gomułką i pogłoski o jego zbliżającej się likwidacji — przenikały do wszystkich komórek partyjnych, organizacji i urzędów. Każdy z nas miał przed oczyma ponury obraz czystek stalinowskich. Do wzrostu napięcia w Ministerstwie Bezpieczeństwa przyczynił się fakt, że na kilka miesięcy przed tym, rozeszły się pogłoski o bliskim odejściu Radkiewicza. Miał go zastąpić generał Moczar, dawny człowiek Gomułki. Objeżdżał on urzędy bezpieczeństwa na prowincji I szykował się do objęcia stanowiska Radkiewicza. Wreszcie nadszedł moment krytyczny. Przywiozłem z Krynicy aresztowanego Gomułkę i do wiedziałem się, że w mieszkaniu jego przy Alei I Armii Wojska Polskiego odbywa się rewizja. Udałem się tam, aby zobaczyć się z płk. Fejginem, moim bezpośrednim przełożonym. Czekałem na zakończenie rewizji, gdy wzrok mój padł na kopertę ze znakiem UB, leżącą na podłodze. Podniosłem kopertę i znalazłem w niej własnoręczny list Radkiewicza, adresowany do politbiura PPR, na ręce sekretarza generalnego partii Władysława Gomułki. Treść listu przeszła wszelkie moje oczekiwania. Radkiewicz oświadczał w nim, że nie może dłużej ukrywać przed partią przestępstwa, które swego czasu popełnił. Kiedy był on sekretarzem Komunistycznego Związku Młodzieży w latach trzydziestych, został przetrzymany na Górnym Śląsku przez polską policję śledczą. Złożył on wówczas pisemne oświadczenie, że wyrzeka się partii komunistycznej i zobowiązuje się zaniechać wszelkiej działalności politycznej. List Radkiewicza kończył się wyrazami skruchy i oświadczeniem, że w tych warunkach nie może on być dalej członkiem politbiura. Zrozumiałem w tej chwili bardzo wiele. Zrozumiałem przede wszystkim, dlaczego Radkiewicz, tak bezwzględny w stosunku do podwładnych i nieludzki w stosunku do ofiar bezpieki, jest tak potulny i pokorny w stosunku do swoich przełożonych w partii. Ale nie miałem chwili do stracenia. Obowiązkiem moim było zameldować bez zwłoki o odkryciu tego dokumentu. Udałem się więc natychmiast do biura, połączyłem się telefonem rządowym z wiceministrem Romkowskim, który był wówczas na procesie Tatara. Romkowski przybył do mnie wkrótce i, po przeczytaniu listu, postanowił do ręczyć go niezwłocznie Bierutowi. Kiedy wrócił od Bieruta, Romkowski był jakiś niewyraźny. Polecił mi zgłosić się osobiście do Belwederu i doradzał, abym nie wspominał o tym, że list Radkiewicza do Gomułki pokazałem także Fejginowi. Następnego dnia, około godziny 11-tej, zostałem przyjęty przez Bieruta. Przede- wszystkim Bierut zgromił mnie za to, że list Radkiewicza pokazywałem innym osobom. Miałem rzekomo obowiązek, jako członek partii, pokazać ten list tylko jemu, Bierutowi. Następnie Bierut tłumaczył mi długo i zawile, że przestępstwo Radkiewicza nie było znowu takie wielkie. Powiedział mi, że cała afera była od dawna znana jemu i odpowiednim czynnikom w Moskwie. Na zakończenie polecił mi zachować tajemnicę. List pozostał oczywiście u Bieruta. Wróciłem do biura głęboko poruszony. Powiedziałem bez ogródek Romkowskiemu, że nie zostałem przez Bieruta przekonany. Powiedziałem mu, że setki i tysiące ludzi zostało z partii wyrzuconych za grubo mniejsze przestępstwa. Wielu z nich oskarżono o współpracę z policją, opierając się tylko na poszlakach lub zwyczajnych płotkach. A w tym wypadku Radkiewicz sam przyznawał się do winy. Należało więc przynajmniej zbadać, jakie były dalsze kontakty Radkiewicza z policją przedwojenną. Nad rym wszystkim partia przechodziła teraz do porządku dziennego. Dlaczego? Wypadki, które potem nastąpiły, wyjaśniły całkowicie tajemnicę postępowania Bieruta. Radkiewicz pokajał się w KC partii za to, że nie wykrył na czas spisku Gomułki i Spychalskiego, a jednocześnie zabrał się z ogromną energią do zbierania dowodów rzekomych zbrodni Gomułki. Tępił bez litości jego prawdziwych i rzekomych zwolenników i robił wrażenie człowieka, który sam jest opanowany najwyższym strachem. A w miarę tego pozycja jego umacniała się. Kompromitujący bowiem list Radkiewicza, znaleziony przeze mnie w mieszkaniu Gomułki, przyczynił się do utrzymania, a nawet ugruntowania stanowiska Radkiewicza w politbiurze. Bierut zaś, posiadając dowód jego słabości, był absolutnie pewny, że Radkiewicz będzie po jego stronie w walce z Gomułką, A w rezultacie Moskwa mogła całkowicie polegać na uległości i tak zwanej lojalności Radkiewicza. Nieustanną walkę prowadził Radkiewicz z Zambrowskim. Każdy z nich stara się zrobić drugiemu jakieś świństwo. Nie przeszkadza to Radkiewiczowi udzielać od czasu do czasu r. zw. amnestii żonie Zambrowskiego. Sama Zambrowska jest nie byle jaką postacią w reżymie komunistycznym. Zajmuje poważne stanowisko szefa biura personalnego w P. K. S. i jest postrachem w tej instytucji. Aby zrozumieć, co to jest amnestia dla wysokich dygnitarzy reżymu, przenieśmy się na chwilę do koszar KBW na Puławskiej. Znajduje się tam niewielki, obdrapany barak, bez szyldu i nic nie wskazuje na to, co za skarby mieszczą się w jego wnętrzu. Można tam znaleźć bielskie towary eksportowe i materiały czeskie, których nigdy nie wypuszcza się na rynek dla szarego obywatela. Obok tego znajdują się towary z przemytu i skonfiskowane przy różnych okazjach przez bezpiekę. Przed tym właśnie barakiem zatrzymuje się często samochód tow. Zambrowskiej. Może to być sowiecki ZIS, czeska Scoda, albo amerykański Chevrolet. Tow. Zambrowska i jej matka zakupują olbrzymie ilości w sklepie na Puławskiej. Ale za to nie płaci się gotówką. Wszystko idzie na otwarte konto sekretarza KC, Romana Zambrowskiego. A kiedy konto urasta do zbyt wielkich rozmiarów, Radkiewicz udziela łaskawie amnestii tow. Zambrowskiemu, t. j. skreśla zadłużenie jego żony i teściowej w sklepie bezpieki. Radkiewicz, jak na stosunki polskie, jest człowiekiem o bardzo wysokich dochodach. Otrzymuje miesięcznie około 13.000 zł. na czysto po potrąceniach. Ma oczywiście oprócz tego bezpłatny apartament z obsługą w Warszawie i własną willę Konstancinie, cztery samochody i czterech szoferów. Jednakże to nie przeszkadza mu przysparzać sobie majątku „drobnymi transakcjami”. Na przykład płk. Grzybowski, kiedy był szefem UB we Wrocławiu, dostarczał sztucerów myśliwskich i meblował mieszkania Radkiewiczowi i drugiemu wiceministrowi bezpieczeństwa, Mieczysławowi Mierkowskiemu — meblami, obrazami i dywanami — wyszabrowanymi na Ziemiach Zachodnich.”
13:57, bonarski
Link Dodaj komentarz »
Tow. Bierut nie mieszka w Belwederze. Pracuje tam razem ze swą przyjaciółką, Wandą Górską, która pełni także funkcje sekretarki. A mieszka sobie w zacisznej zbytkowej willi, tuż obok, przy ulicy Klonowej. W tym zaciszu domowym, tow. Wanda Górska — nie usiłuje już nawet uchodzić za sekretarkę. Ale za to dysponuje licznymi futrami, bielizną z najcieńszego francuskiego i chińskiego jedwabiu, dziesiątkami par butów i kapeluszy, Kiedy mu się znudzi ulica Klonowa, tow. Bierut jedzie do swego pałacyku w Konstancinie, rozumie się, zawsze z Wandą. Osiemnaście pokoi ma w tej willi, wszystkie najnowocześniej urządzone. Tam spędza zwykle lato, w salonach obwieszonych starymi obrazami, zapełnionych arcydziełami sztuki snycerskiej. Oczywiście Bierut ma też do swojej wyłącznej dyspozycji krawca, szewca, fryzjera i oprócz tego około dwieście trzydzieści osób obsługi w pałacykach i rezydencjach. W samej tylko willi myśliwskiej w Łańsku jest garnizonik złożony z około pięćdziesięciu ludzi, pod dowództwem porucznika Doskoczyńskiego. Ludzie ci pilnują willi, utrzymują ją w pogotowiu i hodują specjalną zwierzynę na tych dziesięć dni czy dwa tygodnie, które tow. Bierut spędza tam rocznie na polowaniu. Kosztuje to robotników w Polsce dobre kilkaset tysięcy złotych rocznie. Oczywiście tow. Bierut ma i swoje własne kino prywatne w Belwederze i Konstancinie, gdzie wyświetla się specjalnie sprowadzane filmy zagraniczne. Ma też tow. Bierut i swego nadwornego lekarza. Jest nim doktor Płockier, stary lekarz MOPR-u. Ale oprócz tego przylatują regularnie, co jakiś czas, specjaliści z Moskwy, którzy badają czy tow. Bierut nie zapadł przypadkiem na zdrowiu. Dwa razy, za mojej pamięci, przyleciał też lekarz niemiecki. W Belwederze — mówi Światło — ochrona tow. Bieruta składa się z około 150 żołnierzy KBW i z dwudziestu kilku ludzi ochrony osobistej. Ochrona ta rozporządza najszybszymi samochodami, sowieckimi ZIS-ami, ZIM-ami i amerykańskimi Chevroletami. Jeżdżą z Bierutem wszędzie. Samochody ochrony z przodu i z tyłu. A w nich na ciemno ubrani cywilni agenci, u których broni nie widać. Mają tylko na kolanach walizeczki. Jak pudelka klarnetowe. Nie muszą z nich wyjmować swoich automatycznych karabinów maszynowych, bo futerały robione w Sowietach są tak spreparowane, że można z nich strzelać bez wyjmowania broni. Tow. Bierut podróżuje samochodami, albo własnym salonowym pociągiem, złożonym z czterech luksusowych salonek, lub też własnym prywatnym samolotem. Dostąpiłem tego zaszczytu i leciałem raz samolotem tow. Bieruta z Warszawy do Budapesztu. Jest w tym samolocie oddzielna sypialnia z tapczanem, fotelem i umywalnią. Jest i oddzielny salonik z wygodną kanapą, stołem i fotelami. Pomyślmy teraz, że tow. Bierut jedzie sobie na przykład do Konstancina. Cóż wtedy się dzieje? Cała trasa z Warszawy do Konstancina obstawiona jest posterunkami stałymi i lotnymi. Czuwają one zresztą w dzień i w nocy przez okrągły rok bez przerwy. Kiedy wreszcie tow. Bierut, z nieodstępną Wandą Górską, wchodzi do swej willi w Konstancinie,. 6 w parku dookoła roi się od ciemno ubranych panów. Żeby, broń Boże, ubóstwiające tow. Tomasza masy, nie chciały go za serdecznie powitać. Tow. Bierut nie lubi ryzyka. I dlatego ma dwa opancerzone samochody. Wiem o tym — mówi Światło — bo sam byłem wysłany do Pragi czeskiej w r. 1949, by je wypróbować. Zostały specjalnie dla niego zrobione przez czeską fabryką Skoda. Sprawdziliśmy pewność i grubość płyt pancernych w ten sposób, że ostrzelaliśmy te samochody na próbę w lesie. Takimi samymi zresztą samochodami pancernymi marki Skoda, podróżują teraz wszyscy członkowie politbiura z Cyrankiewiczem włącznie. Zmorą dla departamentu ochrony rządu są defilady i akademie. Wtedy na parę dni przedtem cały departament jest w ostrym pogotowiu. Jeżeli akademia ma się odbyć teatrze, to już poprzedniego dnia nie ma tam żadnego przedstawienia. Cały budynek obejmuje ochrona rządu. Oficerowie i żołnierze specjalnymi aparatami do wykrywania bomb i min sprawdzają wszystkie ściany, scenę i wszystkie krzesła czy fotele. Jeżeli na przykład, Bierut przyjmuje defiladę, albo przyjeżdża na dworzec warszawski z jakiejś podróży z Moskwy, to wtedy nazywa się, że wita go entuzjastycznie cale społeczeństwo. Przypatrzmy się fotografiom z takich powitań. W tłumie, otaczającym tow. Bieruta, szczelnym murem, można z łatwością rozpoznać twarze takich przedstawicieli społeczeństwa polskiego, jak płk. sowiecki F. Grzybowski, dyrektor departamentu ochrony rządu, jego zastępcy, sowieccy oficerowie, ppłk. Lechowski i Klarow, doradca sowiecki w departamencie ochrony rządu płk. Lozowoj. 1 obok nich kilkudziesięciu ciemno ubranych panów z rękami w kieszeniach. To właśnie inni Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini z ochrony osobistej tow. Bieruta. Cała służba tow. Bieruta i innych dygnitarzy — kelnerki i kucharze w Belwederze, nadworni krawcy, szewcy i fryzjerzy, nawet ta sprzątaczka, co zamiata pokoje — wszystko to są pracownicy departamentu ochrony rządu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Przy ulicy Wiśniowej w Warszawie działa specjalne laboratorium, zorganizowane przez władze sowieckie i obsługiwane przez sowieckich specjalistów. Tam się dokładnie bada każdy kawałek chleba, który wchodzi na stoły uprzywilejowanych wodzów ludu. Ale, te nawet najbardziej wyszukane środki ostrożności, nie uchroniły Bieruta od ataków na jego życie, tak rzekomo umiłowane przez masy. W r. 1953 wdarł się na dziedziniec Belwederu robotnik, który porąbał siekierą zastępującego mu drogę oficera ochrony i pobiegł do drzwi wejściowych, by zamordować Bieruta. Nie wiedział, że brama do pałacu otwiera się tylko elektrycznie. I padł zastrzelony przez ochronę. Na rok przedtem przedarł się z pistoletem na dziedziniec miody człowiek, który chciał się dostać do Bieruta. Postrzelił po drodze porucznika Doskoczyńskiego z ochrony, poczem sam padł od kul innych agentów ochrony. W r. 1951 żołnierz KBW, na posterunku w Belwederze, strzelił do Bieruta, przechadzającego się po parku. Nie trafił — palnął sobie w łeb z tego samego pistoletu automatycznego. A innym razem kiedy Bierut miał przybyć na otwarcie nowego gmachu Rady Państwa w Warszawie, wybuchł nagle piec do ogrzewania. I dla nikogo nie było tajemnicą, e nie szło o normalny wybuch. Tak w praktyce wygląda więź z masami. 2. Jakub Berman. „Drugim z kolei w hierarchii partyjnej — mówi Światło — jest J. Berman, „towarzysz Jakuba. Odpowiedzialny jest on razem z Ochabem za kierunek ideologiczny partii. Ma on w Polsce nie mniej do powiedzenia niż Bierut. Był jednak taki okres, przez mniej więcej 6 miesięcy, kiedy pozycja Bermana była wyraźnie. zachwiana. Było to z końcem r. 1952, w okresie oficjalnej nagonki antysemickiej, dyktowanej przez Kreml. W kołach partyjnych zaczęto coraz śmielej przypominać historie przedwojenne, kiedy to Berman kierował wydziałem inteligenckim w komitecie centralnym Komunistycznej Partii Polski. Co jakiś czas mówi się wśród świadomych rzeczy członków partii, że polska policja przedwojenna znała doskonale całokształt jego ówczesnej działalności i wiedziała, że zajmował tak wysokie stanowisko. Są nawet tacy, którzy podejrzewają, że Berman po prostu współpracował z policją. Dowodów nie ma. Ale faktem jest, że Berman nigdy nie był aresztowany i nigdy nie miał sprawy w sądzie. Nieraz, przed wojną, gdy jakiś działacz komunistyczny został aresztowany, okazywało się w śledztwie, że policja wie dokładnie o wszystkim co robił i że jest szczegółowo poinformowana o działalności Bermana. Oskarżony taki spodziewał się, że i Berman znajdzie się z nim w sądzie. A tymczasem on tylko miał sprawę i szedł do kryminału Berman zaś jak był na swoim stanowisku — tak i pozostał.” „Niewątp1iwie wiele mógłby powiedzieć o Bermanie, płk. Różański, dyrektor departamentu śledczego w bezpiece, który go zna od dawna I zawsze odzywa się o nim z pogardą. Twierdził on, że gdyby nie to, iż dziś Berman siedzi tak wysoko, wiele spraw znalazłoby się przeciwko niemu. W okresie chwilowej niełaski Bermana, na przełomie lat 1952—1953, Bierut zabrał od niego referat bezpieczeństwa w biurze politycznym partii Przewodnictwo ideologiczne w partii po wojnie, nie przeszkodziło Bermanowi pokrywać nadużycia jego szwagra, dr. Gruenberga, dyrektora departamentu w Ministerstwie Zdrowia, chociaż poszkodowanymi byli przeważnie ludzie biedni, a w każdym razie chorzy i potrzebujący pomocy. „W r. 1952 wyszła na jaw bardzo nieprzyjemna afera w Ministerstwie Zdrowia. Popełniono tam ogromne nadużycia, na wiele milionów złotych, z lekarstwami, sprowadzanymi zza granicy, głównie z penicyliną i streptomycyną. Dysponentem tych lekarstw był dr. Gruenberg. Miały one iść do aptek dla chorych. Gruenberg przydzielał je do aptek — to prawda —„ ale swoim zaufanym ludziom, którzy natychmiast sprzedawali te lekarstwa na czarnym rynku i płacili Gruenbergowi za to grube procenty. Dzięki interwencji Bermana, sprawę dr. Gruenberga zatuszowano i pozostał on na swoim dotychczasowym stanowisku. Bermana łączą bardzo przyjazne i zażyłe stosunki z Bierutem. Pamiętam — mówi Światło — wypadek, gdy jeden z towarzyszy został bez sądu skazany, z polecenia Bieruta, na długie lata więzienia za to, że w jakiejś rozmowie wyraził wątpliwości co do czystej przeszłości partyjnej Bermana i przypomniał sprawy przedwojenne Innym znowu razem Bierut polecił unieszkodliwić dr. Petruszyńskiego, z pochodzenia Ukraińca z Rosji, zamieszkałego w Konstancinie, który złożył skargę na wspomnianego doktora Gruenberga. „Ale to, że Bierut wydaje polecenie — mówi Światło — nie wystarcza. Zwracam się do doradcy sowieckiego w X. Departamencie, płk. Sigaczowa, przedstawiam mu sprawę i proszę o informacje, kto to jest Petruszyński i co robi. Sigaczow po jakimś czasie decyduje: „nie nado”; likwidować Petruszyńskiego nie wolno Przyjaźń Bieruta z Bermanem nie prz4zkodzlla Bierutowi polecić Światle, aby zebrał wszystkie możliwe materiały przeciwko Bermanowi i stale je uzupełniał. „Berman, ze swej strony, — twierdzi Światło — też asekurował się na wszelki wypadek. Bez wiedzy Bieruta poleca nam założyć akta i rozpracować sprawę Wandy Górskiej, przyjaciółki tow. Tomasza. Wanda Górska pochodzi z rodziny policyjnej. Brat jej pracował w czasie okupacji w Krypo (niemiecka Kriminal-Polizei) i miał coś wspólnego z Gestapo. Ktoś go zatrzymał, ktoś inny zeznał, że brat Górskiej brał udział w łapankach. Dzięki interwencji Górskiej zwolniono go. Biuro polityczne nie ma zaufania do Górskiej. Ileż to razy, kiedy trzeba było tow. Tomaszowi doręczyć jakiś tajny protokół albo raport, sprawdzaliśmy naprzód, przez dyrektora departamentu ochrony rządu, czy Górska jest w tej chwili w sekretariacie. Ileż to razy, kiedy miałem taki raport przekazać tow. Tomaszowi, Berman mi mówił: „Uważajcie tylko towarzyszu, aby nie dostała go Wanda w swoje ręce. Musi on dojść wprost do tow. Tomasza i tylko do niego. Bardzo to nieszczęśliwie, że tow. Tomasz związał się z taką...i tu padało niecenzuralne słowo.” 3. Konstanty Rokossowski. „Marszałek Rokossowski — opowiada Światło — już całkowicie przyszedł do siebie po skutkach pobytu w sowieckim obozie koncentracyjnym, skąd został zwolniony po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej. Rokossowski w Warszawie, do polityki partyjnej się nie miesza, w posiedzeniach biura politycznego często udziału nie bierze, po prostu nie przychodzi, ale ze swej strony nie informuje niemal Bieruta o sprawach wojskowych. Jest on w bezpośrednim kontakcie ze sztabem sowieckim, stamtąd otrzymuje instrukcje i tam wprost składa raporty. Jest on specjalnym dysponentem Moskwy w Polsce, w wojsku, niezależnym organizacyjnie od PZPR”. „Zresztą nawet Rokossowski nie jest bez skazy z punktu widzenia partyjnego. Brat jego, w czasie okupacji, pracował w Krypo, niemieckiej policji kryminalnej., Z bratem tym, Rokossowski nie tylko utrzymuje stosunki, ale go popiera. Wie o tym Bierut i wie X. Departament, który prowadzi teczkę Rokossowskiego.” „Rokossowski mieszka z rodziną w GISZ-u w Warszawie. Poza tym ma willę w Konstancinie. Ochrona Rokossowsksego składa się z 18 ludzi, wszyscy Rosjanie. Tak zresztą jak i ochrona Radkiewicza. Ma to swoją wymowę. Sowieckie kierownictwo w Polsce daje w ten sposób dygnitarzom do zrozumienia, że pomimo setek tysięcy żołnierzy, względnie UB-ków, jakimi rozporządzają, wystarczy jednego telefonu, by każdy z nich zamiast do swego pałacyku w Konstancinie, pojechał wprost na Łubiankę.” 8 4. Stanisław Radkiewicz; „Pozycję oddzielną w zespole politbiura zajmował lojalny i uległy Radkiewicz — szef bezpieki. Konferował on z Bierutem niemal codziennie. Ale całość działalności aparatu bezpieczeństwa podlega wyłącznie tak zwanemu głównemu doradcy sowieckiemu, w tym wypadku sowieckiemu generałowi Lalinowi. I on ma glos decydujący o tym, jak polityczne i gospodarcze instrukcje Kremla mają być w Polsce wykonane.” Radkiewicz wiedział doskonałe 9 tym co się w jego resorcie działo, jednakże na to nie reagował, Radkiewicz wiedział, że w Polsce siedzą w więzieniach tysiące niewinnych. Radkiewicz wiedział n. p., że w toku przesłuchiwać w Ministerstwie, przez kpt. Kędzię, podległego płk. Różańskiemu, dyrektorowi departamentu śledczego, został zabity ppłk. Dobrzyński, naczelnik wydziału w departamencie IV-tym Ministerstwa. Był to stary przedwojenny komunista, który współpracował i przyjaźnił się z Marcelim Nowotką, Aresztowano go w związku ze sprawą Spychalskiego. Bezpieka ukryła śmierć Dobrzyńskiego. Tak, jak ukryła śmierć zamordowanego przez tegoż Kędzię — Cesanisa, którego łączyły bliższe stosunki z żoną R. Zambrowskiego. Radkiewicz znał również memoriał Moczarskiego (pseudonim Rafał), ostatniego szefa BlP komendy głównej AK. W memoriale tym wymienił on trzydzieści kilka sposobów wymuszania zeznań, zastosowanych wobec niego przez płk. Różańskiego, szefa departamentu śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa. Radkiewicz znał sprawę Piwińskiej, żony czlonka PPR, który zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym i robotnicy Haliny Siedlik. Zostały one aresztowane na po Bieruta w związku ze sprawa Spychalskiego i Gomułki. Dziecko Piwińskiej odesłano do przytułku i tam zmarło. Zarzuty przeciw obu tym towarzyszkom partyjnym okazały się wyssane z palca. Po zwolnieniu, obie złożyły obszerny raport na Różańskiego do centralnej komisji kontroli partyjnej. Opisały, jak Różański bil je w śledztwie, wyzywał obelżywymi wyrazami, wybijał zęby, pluł i kopal. W raporcie tym oskarżyły go, że jest zboczeńcem i sadystą. Wszystkie te szczegóły były Radkiewiczowi znane, ale on — nie reagował, „Jednakże największą zbrodnią z punktu widzenia ideologii komunistycznej — powiada Światło — jest wyparcie się przez Radkiewicza swych przekonań i przyrzeczenie zerwania z partią, złożone przedwojennej polskiej policji.”
13:55, bonarski
Link Dodaj komentarz »
prawdy ciąg dalszy
Ogólną linię polityczną ustała się na konferencjach w Moskwie, dawniej u Stalina, dziś u Malenkowa, razem z niektórymi innymi członkami biura politycznego partii sowieckiej. Tam decydują się zagadnienia polityczne o podstawowym znaczeniu. Po instrukcje te jeździ do Moskwy zawsze Bierut, który najczęściej zabiera ze sobą Bermana i Minca. Nie znaczy to, żeby od czasu do czasu nie jeździli z Bierutem inni członkowie warszawskiego biura politycznego, zwłaszcza, jeżeli zapowiadają się decyzje, które na lokalnym szczeblu polskim będzie przeprowadzać np. Ochab, Mazur, czy ktoś inny. W każdym razie jedynym odbiorcą podstawowych instrukcji politycznych jest zawsze Bierut. Ale tylko politycznych. Bo wytyczne wojskowe otrzymuje wprost ze sztabu sowieckiego, Rokossowski. Bierut najczęściej instrukcji wojskowych nie zna. Tak naprawdę, to sowiecka kontrola nad pionem polskim jest niepotrzebna, gdyż Bierut i jego współpracownicy są już tak wytresowani, że rozkazy moskiewskie wykonują gorliwiej niż trzeba; wybiegają oni często naprzód w odgadywaniu życzeń i zamiarów Kremla.*) Ale mimo to, całość życia politycznego i gospodarczego Polski, ujęta jest w żelazne kleszcze kontroli, która koncentruje się w Ministerstwie Bezpieczeństwa. Wykonuje ją grupa tak zwanych doradców sowieckich, ostatnio z generałem Lalinem na czele. Ci doradcy otrzymują swoje instrukcje bezpośrednio z Moskwy i ze swej strony, z ramienia Moskwy, kontrolują realizację zadań politycznych i gospodarczych wyznaczonych Warszawie.” III. Konflikty ze partii. Komuniści usiłują wmawiać, że partia jest zwarta i „solidarna. J. Światło, na podstawie znanych mu. najtajniejszych dokumentów i faktów stwierdza: „PZPR nie monolitem. Samo zresztą zachowanie się kierowników partii i system wzajemnego szantażu ukazują, jak głęboko partia jest rozbita, nawet w samym politbiurze. „W politycznym zespole rządzącej kliki — powiada Światło — wyróżniają się poszczególne grupy członków politbiura zależnie od ich ciężaru gatunkowego. Wielka trójka, decydująca o wszystkim — to Bierut, Berman I Minc. Drugi garnitur, dopuszczany już I tylko czasem do tajnych obrad wielkiej trójki — to Ochab, Mazur i Zambrowski. W następnej kolejności w hierarchii stoją — Zenon Nowak I Aleksander Zawadzki. Na końcu wreszcie, bardzo rzadko do tych narad we własnym wewnętrznym gronie wzywani są — Jóźwiak i Chełchowski, przedstawiciele tak zwanego elementu krajowego w partii. Utrzymuje się ich w politbiurze, jako zło konieczne, żeby zachować pozory jedności partii i uniknąć zarzutów, że się całkowicie zlikwidowało grupę krajowców. Na szarym końcu mamy Cyrankiewicza, którego informuje się o decyzjach wielkiej trójki tylko wtedy, jeżeli sprawa ma się znaleźć na plenum biura politycznego. Między członkami biura politycznego nie ma zaufania wzajemnego, ani szczerej współpracy. Utrzymuje ich w jednej grupie wzajemny szantaż I wzajemne powiązania w ich zbrodniczej przeszłości. Każdy z nich m w zanadrzu przeciw drugiemu dokumenty i obciążenia, stanowiące potencjalną groźbę likwidacji politycznej i fizycznej. Często nie wiedzą o tym wzajemnie. Dla przykładu: Bierut i Berman żyją ze sobą w najbliższej przyjaźni. Ale nie przeszkadza to, że z polecenia Bieruta skompletowałem materiały obciążające towarzysza Jakuba i prowadziłem jego kartotekę. Jakub Berman zaś, ze swej strony, polecił mi założyć kartotekę Wandy Górskiej, przyjaciółki Bieruta, z którą on prawie się nie rozstaje. Oczywiście, roztoczenie ściślej obserwacji nad Górską, umożliwiało ml inwigilowanie Bieruta, o co Bermanowi chodziło. Partia komunistyczna w Polsce też nie jest bynajmniej jednolita od wewnątrz. Chociaż / na zewnątrz deklamuje się nieustannie o jedności i żelaznej dyscyplinie, to w rzeczywistości partia jest rozdarta na szereg frakcji większych i mniejszych, a poszczególni członkowie politbiura prowadzą ze sobą zażarte walki. Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą można podzielić na trzy grupy. Uprzywilejowaną, składającą się z tych co byli w Rosji. Mają oni stare powiązania z NKWD. Zaledwie tolerowaną grupą są tak zwani krajowcy, którzy spędzili wojnę pod okupacją niemiecką. Wreszcie trzecią grupę stanowią dawni pepeesowcy, którzy połączyli się PPR, tworząc PZPR. Była dawniej jeszcze jedna, czwarta grupa, grupa hiszpanów, obejmująca uczestników wojny domowej w Hiszpanii. Uległa ona częściowej likwidacji.” „4 „.jako dowód służalczości Bieruta - powiada Światło - niech posłuży fakt, że wysunął swego czasu wobec Stalina pomysł zmiany polskiego hymen narodowego. Stalin pohamował zapędy Bieruta. oświadczając: „Mazurek Dombrowskowo charoszaja piesnia. Ostawit poka” IV. Niektórzy ludzie politbiura. 1. Bolesław Bierut. Głównym agentem Sowietów w Polsce jest w tej chwili B. Bierut, tow. Tomasz, jak go nazywają w kołach arystokracji partyjnej. Z tytułu tego stanowiska dzierży on najwyższą władzę w Polsce. I chociaż tytuły urzędowe Bieruta wciąż się zmieniają — był on bowiem i prezydentem Rzeczypospolitej i premierem, a teraz jest tylko pierwszym sekretarzem partii, — to kierownictwo państwem i partią zawsze spoczywa w jego rękach. „Przed wojną, Bierut — przypomina Światło — nie był żadnym przywódcą KPP i był niemal całkowicie nieznany w jej szeregach. Był on wtedy agentem na utrzymaniu NKWD, Kiedy Bierut znalazł się pod okupacją niemiecką, nie odgrywaj również głównej roli. Z polecenia Moskwy, partię organizowali Nowotko i Finder, kolejni sekretarze PPR. Dopiero po ich śmierci, Bierut został w Polsce głównym i jedynym przedstawicielem Kominternu. Od tej chwili datuje się jego niechęć do Gomułki i walka z nim, zwłaszcza, kiedy Gomułka został sekretarzem generalnym partii.” Przywódcę partii należało przedstawić w odpowiednim świetle. Ponieważ prawda była bardzo mizerna, trzeba było dorobić legendę. „Toteż — powiada Światło — nad spreparowaniem życiorysu Bieruta pracowała w KC cała komisja pod przewodnictwem Kowalczyka, aby w jakiś sposób z brudnego i małego agenta wywiadu NKWD zrobić działacza partyjnego. Trudno go było odszukać wśród nazwisk działaczy komunistycznych, czynnych w Police, gdyż pracował on cale życie tylko na odcinku wywiadu NKWD.” W pracy swej w Polsce Bierut wprowadził odrazo wypróbowane metody NKWD. Kapturowe morderstwa, szantaż, prowokację. Z jego polecenia X. Departament poddał obserwacji wszystkich członków biura politycznego PPR, nie wyłączając Radkiewicza, w później Rokossowskiego. Bierut wiedział co robi, wkrótce zebrano dużo materiałów niezwykle kompromitujących cały zespól. Od Bieruta zależało, czy i kiedy wykorzystać te materiały. W ten sposób mógł on szantażować swych najbliższych współpracowników. „Działalność operacyjna aparatu bezpieczeństwa — podaje Światło — podlega bezpośrednio i wyłącznie Bierutowi. U niego odbywają się regularnie konferencje, na których kierownictwo Ministerstwa składa sprawozdania, melduje o zamierzonych operacjach i otrzymuje we wszystkich sprawach instrukcje Bieruta.: W konferencjach tych biorą udział ze strony partii, poza Bierutem — Berman i Minc.” W jednej z audycji radiowych Głosu Wolnej Polski ppłk. Światło, w ten sposób zwracał się bezpośrednio do Bieruta, czyli tow. Tomasza: „Przecież wy codziennie łamiecie elementarne zasady wolności obywatelskiej. Wy sfałszowaliście referendum i 4ybory w r. 1947 I 1952. Pamiętacie przecież, że ja właśnie byłem w specjalnej komisji powołanej w bezpieczeństwie, która przygotowała wam sfałszowane protokóły wszystkich okręgowych komisji wyborczych w r. 1952. Wyście wstawiali w nich tylko potrzebne cyfry. Wyście, towarzyszu Tomaszu, zlikwidowali legalną opozycję i prawdziwe stronnictwa, między innymi przy pomocy specjalnej likwidacyjnej grupy morderców przy komitecie centralnym, Wyście zlikwidowali legalną prasę opozycyjną i w tych gazetach innych partii, które rzekomo jeszcze istnieją, poumieszczaliście swoich własnych agentów Przypominacie sobie, towarzyszu Tomaszu, że od dawna bezpieczeństwo wyrobiło sobie u was to, że aparat bezpieczeństwa nie musi przedkładać żadnych dowodów winy, aby aresztować człowieka. Wystarczy, jeżeli szef wojewódzkiego urzędu bezpieczeństwa, albo dyrektor czy wicedyrektor centrali, napiszą wniosek do prokuratora, że na podstawie danych agencyjnych żąda się aresztowania takiego czy innego człowieka. Prokurator musi natychmiast dać sankcję na aresztowanie. Jeżeli — mówi dalej Światło — tak głośno mówicie dziś, towarzyszu Tomaszu, o więzi z masami i moralności socjalistycznej, to może powiedzielibyście także, jak żyjecie sami? Wy, którym dobrobyt klasy robotniczej nie schodzi z ust. W jakim luksusie i zbytku płynie wasze życie? Czas najwyższy żeby społeczeństwo w Police dowiedziało się, że macie do swojej dyspozycji nie mniej nie więcej — tylko dziesięć zbytkowo i luksusowo urządzonych pałacyków: a więc: Belweder, willę przy ulicy Klonowej w Warszawie, własne rezydencje w Natolinie, Konstancinie, w Sopotach, Juracie, Międzywodziu, Krynicy, Karpaczu oraz specjalny pawilon myśliwski w Łańsku, w województwie olsztyńskim. Wszystkie te pałacyki i wille są urządzone z bajkowym przepychem. Byłem u was w Belwederze i byłem w Konstancinie. Spróbuję więc opisać łodziom w Polsce, jak mieszkacie. Tylko zewnętrznie Belweder jest tak skromny, jak był. Podobnie, jak i wy, na zewnątrz, na wiecach, przed masami, jesteście skromni i pozujecie na człowieka ludu. Ale przejdźmy razem po waszych apartamentach w Belwederze. jest więc tam przede wszystkim salon — gabinet myśliwski, utrzymany w płowym kolorze, jak skóra jelenia, którą obite są wszystkie meble, zwłaszcza przepiękne krzesła. Mają one oparcia ze specjalnych żył, sprowadzanych z Indii. Całą jedną ścianę w tym myśliwskim gabinecie zajmuje ogromna szklana szafa, wyścielana jelenią skórą. A wewnątrz najwymyślniejsze sztucery i przybory myśliwskie. Bo towarzysz Bierut poluje. O tak. I polowania jego kosztują państwo kilkaset tysięcy złotych rocznie. Albo na przykład jadalnia w Belwederze. Byłem ram dwa razy na wytwornej kolacji w towarzystwie członków biura politycznego. Hebanowe, ciemne meble i obicia z najlepszej skóry. Cicho, jak cienie, snują się wytworne kelnerki, które w takich wypadkach razem z kucharzami dyżurują całą noc. Przy jednej ścianie, na niskim kredensie, — wyszukane owoce południowe, importowane zza granicy, najrozmaitsze słodycze, zagraniczne papierosy i wyszukane soki Pod drugą ścianą, na większym kredensie, — wódki, koniaki, likiery, zagraniczne wina. A obok baterii butelek, na cieniuteńkiej zagranicznej porcelanie i na srebrnych platerach — kawiory, łososie, homary i najwymyślniejsze zakąski zimne — mięsne i rybne. Od tych zakąsek zaczyna się oficjalna kolacja. A potem zasiadamy do stołu i służba roznosi jedne po drugich dania gorące. Żeby nie zabrakło smakołyków na stole towarzysza Bieruta — cały niemal aparat państwowy dba o zaopatrzenie go w najlepsze i najcenniejsze rzeczy. Generał Komar, lako szef drugiego oddziału, specjalnych ludzi wysyłał do Francji po wina i owoce południowe dla tow. Bieruta i czołówki partyjnej. Do dyrektora departamentu ochrony rządu w bezpieczeństwie, stale i regularnie nadchodzą ze Związku Sowieckiego ogromne skrzynie z najcenniejszymi i najlepszymi rzeczami, z winami i smakołykami, Wszystko to nie kosztuje tow. Bieruta ani grosza. Bo państwo, klasa robotnicza, płaci za jego luksusy i komfortowe utrzymanie. Tak żyje w robotniczo-chłopskiej Polsce pierwszy sekretarz partii, tak zwany człowiek ludu. Wszystko to odcina się brutalnie od szarej i twardej rzeczywistości polskiego robotnika.
13:55, bonarski
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 listopada 2005
link do orginalnego dokumentu
http://img248.imageshack.us/my.php?image=original6rf.gif
13:58, bonarski
Link Dodaj komentarz »
Józef Światło - tajniki partii, reżymu i aparatu bezpieczeństwa
W grudniu 1953 podpułkownik Bezpieki, Józef Światło, zastępca dyrektora Dziesiątego Departamentu w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie, uciekł na Zachód i po pewnym czasie znalazł się w Ameryce. Józef Światło był zastępcą dyrektora X. Departamentu Ministerstwa Publicznego. Światło był członkiem partii komunistycznej ponad 20 łat. Światło cieszył się zaufaniem Bieruta. Bermana „ Radkiewicza. Miał on dostęp do wszystkich tajemnic bezpieki i PZPR. Światło używany był przez Bieruta i politbiuro do wykonywania najbardziej poufnych zadań: jemu zlecano śledzenie, rozpracowywanie i aresztowanie najwyższych dygnitarzy reżymu i partii; w czasie procesów Rafka na Węgrzech „ Slańskiego w Czechosłowacji wysłany on był do tych krajów w celu zebrania materiałów przeciw W. Gomułce; na osobiste polecenie Bieruta Światło aresztował byłego „sekretarza generalnego partii komunistycznej Gomułkę, marszałka żymierskiego, generała Spychalskiego, ministra w. Lechowicza, wiceministra J. Dubiela i wiele innych osób. Jako funkcjonariusz bezpieki, podpułkownik Światło wziął udział w fałszowaniu Referendum oraz wyborów na Sejm. Józef Światło: "Pracowałem w resorcie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego od roku 1945-go., początkowo na stanowisku zastępcy szefa wojewódzkiego urzędu bezpieczeństwa w Krakowie, w Warszawie i Olsztynie. Przeniesiony do centrali ministerstwa w r. 1948-mym — organizowałem wraz z wiceministrem Romkowskim oddział specjalny, który z czasem przekształcił się w X. Departament. Oficjalnie, zadaniem X. Departamentu było wykrywanie, śledzenie i likwidowanie wszystkich zagranicznych, niesowieckich wpływów w PZPR i gromadzenie materiałów, obciążających członków partii, z wyjątkiem pierwsze sekretarza, Bolesława Bieruta. W X. Departamencie prowadzone są tajne kartoteki wszystkich przywódców partii i dygnitarzy reżymu. Tylko kartoteka Bieruta znajduje się w Moskwie. Ale w praktyce zadania X. Departamentu są bardziej rozległe. Komórka ta utrzymuje stały, najściślejszy kontakt z bezpieką innych reżymów satelickich — na Węgrzech, w Czechosłowacji, w Bułgarii, w Niemczech Wschodnich i gdzie indziej. Tu gromadzą ssę materiały obciążające aktyw partyjny powyżej sekretarzy wojewódzkich oraz wszystkich niemal członków biura politycznego, naczelnych władz partyjnych i rządowych. X. Departament zatwierdza wszystkich kandydatów na posłów, radnych, delegatów na zjazdy partyjne, Związków Zawodowych i organizacji młodzieżowych, członków władz partyjnych. Jednym słowem, w tej właśnie komórce bezpieki zbiegają się nici wszystkich obciążeń i materiałów kompromitujących, którymi przeciwko sobie rozporządzają wzajemnie dygnitarze reżymu i partii. Nie było więc nic tak tajnego w partii i rządzie, o czym bym nie wiedział. W toku mej służby w bezpiece, aresztowałem prawie wszystkich najwyższych dygnitarzy partyjnych i rządowych, którzy w tym okresie znaleźli się w więzieniu. I dlatego znają mnie dobrze, zarówno w centrali bezpieki w Warszawie, jak we wszystkich wojewódzkich organach bezpieczeństwa. Bo głównie ja podpisywałem instrukcje i rozkazy X. Departamentu, wysyłane do terenowych wydziałów wojewódzkich. Wiele mówi się i pisze w propagandzie reżymowej o przyjaźni polsko-radzieckiej, o niezależnej polityce i niepodległości Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. J. Światło miał dostęp do najtajniejszych dokumentów i był uczestnikiem wydarzeń, które są najlepszym dowodem, jak wygłąda rzeczywistość. „Dziś w Polsce — powiada Światło — nie tylko nic nie może się dziać wbrew woli Moskwy, lecz wręcz odwrotnie, cały mechanizm życia państwowego jest regulowany do najmniejszych szczegółów przez pełnomocników sowieckich. Widziałem z bliska, jak codziennie grabi się naród polski z elementarnych swobód demokratycznych. Widziałem z bliska, jak tak zwani przedstawiciele klasy robotniczej, na wzór sowiecki, zmuszają polską klasę robotniczą do nadludzkiego wysiłku na rzecz największego i jedynego dziś wyzyskiwacza klasy robotniczej — kapitalizmu państwowego. Polska klasa robotnicza została ograbiona z elementarnych praw ludzkich i społecznych, jakie ma robotnik w krajach kapitalistycznych. Zabrano jej prawo strajku; prawo zrzeszania się w wolnych Związkach Zawodowych, wszystkie prawa demokratyczne. Rosja nie tylko rządzi Polską, ale także rządzi w Polsce. Trzeba tutaj wyróżnić dwa piony. Jest pion sowiecki: a więc Kreml, ściślej biuro polityczne partii sowieckiej, doradcy sowieccy w Polsce w warszawskim Ministerstwie Bezpieczeństwa, ambasador sowiecki w Warszawie. Tak to wygląda od strony sowieckiej, a zatem od strony decyzji i instrukcji. Na niższym stopniu jest tak zwany pion polski. Należą tutaj — Bierut i biuro polityczne PZPR, Rokossowski, Ministerstwo Bezpieczeństwa. To jest szczebel wykonawczy”
12:37, bonarski
Link Dodaj komentarz »
w tym miejscu będą sukcesywnie zamieszczane fakty z dawnych dziejów służb bezpieczeństwa
prosimy o nadsyłanie także własnych archiwalnych dokumentów, mogą być też relacje świadków, byle tylko prawdziwe i szczere!
09:46, bonarski
Link Dodaj komentarz »
Archiwum